TEMPERATURA: 1°C
POGODA: pochmurno
Roma i Svieta odwieźli nas ok. 16 pod sam apartament, który zlokalizowany jest 100m od Oceanu i niecałe 10min piechotą od centrum. Na miejscu nie zabawiliśmy długo, bo zgłodnieliśmy. Wprawdzie mieliśmy coś do przekąszenia w plecakach, ale woleliśmy iść do knajpy polecanej przez Romana, gdzie serwują zupę w chlebie, taki lokalny specjał.
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym szedł prosto do knajpy i nie robił zdjęć po drodze. Dlatego chwilę nam zajęło dojście. Lokal nazywa się
Svarta Kaffið, i specjalizuje się tylko w jednym, różnego rodzaju zupach. Każdego dnia są dwie inne zupy w chlebie. Koszt 3100 ISK (ok. 90 PLN). Duża porcja. Do tego herbata rozgrzewająca za 650 ISK (ok. 19 PLN). Tanio nie jest, ale warto zapłacić.
Po obiadokolacji poszliśmy pod katedrę
Hallgrímskirkja, którą zwiedzimy jutro, kilka fotek i z powrotem na główną
ulicę Laugavegur. Tu są najładniejsze kamienice nadające wyjątkowy urok temu miastu. Tak samo jak tęczowa ulica
Skólavörðustígur Regnbogagatan. Zrobiło się wyraźniej chłodno, więc wróciliśmy tą samą drogą przez centrum do apartamentu.
Na miasto wróciliśmy dopiero po 21. Chcieliśmy zapolować na zorzę polarną. Niestety to nie był nasz dzień. Mimo to zrobiliśmy sobie fajny spacer przez port, zobaczyliśmy centrum konferencyjne
Harpa oraz pomnik
Sun Voyager. Na kwaterę wróciliśmy przed 23.