TEMPERATURA: 1°C
POGODA: świeci słońce
Po zameldowaniu wypiliśmy kawę w pokoju i ruszyliśmy do centrum. Z metra wysiedliśmy przy Arany János utca, blisko Bazyliki św. Stefana (węg. Szent István Bazilika). Wstęp do środka bezpłatny. Wcześniej wstąpiliśmy jednak do węgierskiej sieciówki Goulash & Langosh Bar na obiad. Do spółki zamówiliśmy dwa dania – „Hamis” Goulash Soup, czyli węgierską zupę gulaszową z kiełbaskami za 4.690 Ft (ok. 50 PLN) i Traditional Mushroom’s paprikash with galuska, czyli paprykarz grzybowy z kluseczkami. To danie kosztowało 5.990 Ft (ok. 65 PLN). Oba dania smaczne.
W Bazylice byłem pierwszy raz, jakoś do tej pory się nie złożyło. Piękne wnętrze. W środku sporo osób przyszło zobaczyć dekoracje świąteczne i szopkę bożonarodzeniową. Przed gmachem na Szent István tér umiejscowiono jeden z licznych w stolicy jarmarków. Oprócz jedzenia i picia, można było kupić ozdoby świąteczne, rękodzieło. Zdecydowanie drożej niż u nas. Sporo sprzedawców to były osoby z Ukrainy, co mnie osobiście zdziwiło.
Ulicą Zrínyi ut skierowaliśmy się w stronę Dunaju. Także i tu były stragany z jedzeniem, przeplatane tymi ze słodyczami. Wszędzie tłoczno. Praktycznie każda mijana knajpa pełna ludzi. Może też dlatego że w Budapeszcie jest chłodno, tylko 5 stopni nad zerem.
Jak zaszło słońce zrobiło się wyraźniej chłodno. Także nam zrobiło się zimno. Dlatego zmieniliśmy plany i udaliśmy się w kierunku Vörösmarty tér, gdzie zabytkowym metrem M1 pojechaliśmy na plac Hősök tere. Tu także jest jarmark koło zamku Vajdahunyad vára. Dodatkowo temu miejscu nadaje klimatu lodowisko zlokalizowane na zamarzniętym jeziorze. Przeszliśmy przez park do przystanku tramwajowego i linią 1 wróciliśmy do hotelu, żeby się przebrać przed wieczornym zwiedzaniem.
Tym razem z metra w centrum wysiedliśmy przy Deák Ferenc tér, skąd odjeżdżają autobusy na wzgórze zamkowe. Wcześniej wymieniłem Euro na Forinty, tak żeby mieć na wydatki na jarmarku. Kurs słabszy niż międzybankowy 1 Euro = 379 Forintów. Widziałem jeszcze w innym kantorze kurs 382, ale był chwilowo nieczynny. A my potrzebowaliśmy drobne na grzańca itp.
Autobusy na wzgórze odjeżdżają praktycznie co 8-10min. Więc nie musieliśmy długo czekać. Przejazd nie trwał nawet 10min. Większość osób wysiadała dopiero przy Schulek Frigyes lépcső, schodach prowadzących do Baszty Rybackiej (węg. Halászbástya), która jest częścią zabytkowych murów zamkowych. Wszystko ładnie oświetlone, ze świątecznym klimatem. Okolica Kościołu Macieja naprawdę zrobiła na nas duże wrażenie. I te widoki na drugi brzeg Dunaju. Warto było tutaj przyjechać mimo ograniczonego czasu podczas tego wyjazdu.
Do centrum na jarmark chcieliśmy zjechać autobusem, jednak pomyliłem numery i jeden przystanek pojechaliśmy nie w tym kierunku co trzeba. Całe szczęście było blisko żeby wrócić skąd odjechaliśmy, i już piechotą przez Széchenyi Lánchíd (Most Łańcuchowy) wróciliśmy na prawą stronę, gdzie mieliśmy zamiar skosztować Langosza na jarmarku.
Świąteczne jarmarki ogólnie są dłużej otwarte, jednak te w okolicy Bazyliki około 20 już zaczęły się składać. Spróbowaliśmy grzańca truskawkowego z jakąś miejscową nalewką za 1.950 Ft (ok. 21 PLN), i typowego Langosza z sosem, serem i kiełbaską paprykową za 3.950 Ft (ok. 42 PLN).
Wieczorem zrobiło się jeszcze chłodniej. Czas było się zbierać do hotelu, bo czekało nas poranne wstawanie na samolot. Tramwajem pojechaliśmy jeszcze pod parlament, który widzieliśmy z drugiego brzegu. Ładnie oświetlony. A wracając do metra pokręciliśmy się jeszcze chwilę po uliczkach koło placu Deák Ferenc tér.
O 6 rano musieliśmy iść na metro i jechać na lotnisko, więc stwierdziliśmy że tyle nam wystarczy atrakcji i wracamy na nocleg. Mimo iż nie mieliśmy za dużo czasu na miejscu, warto było się wybrać w ten świąteczny dzień na jarmark.
Więcej zdjęć na mojej stronie
www.lecezwiedzac.pl