TEMPERATURA: 16°C
POGODA: świeci słońce
Różnica czasu w Turcji to -2h do Polski. Mimo że położyliśmy się wczoraj spać późno, wstaliśmy tak jakby to był dzień pracy. Przed 9 czasu miejscowego (u nas 7) zjawiliśmy się na śniadaniu, które serwowane jest w restauracji Arche z * Michelina na hotelowym dachu, skąd fajnie widać Bosfor. Hotel jak najbardziej zasługuje na 5*, pokoje i łazienki są przeogromne.
Udało nam się usiąść przy oknie, więc jedząc śniadanko mogliśmy patrzyć na to, co się dzieje na cieśninie. To dopiero moja druga wizyta w hotelu sieci MGallery (poprzednio spałem w Essaurze w Maroku), ale gościnność, uczynność kelnerów taka sama. Widać że to standard marki premium. Część rzeczy była dostępna w bufecie, inne takie jak jajecznice, omlety i inne lokalne specjały były donoszone przez kelnerów na zamówienie. Obsługi było dużo, więc wszystko było sprawnie zorganizowane. Pierwszy raz jadłem Stambulską Dolmę (różni się od tego co można spotkać w restauracjach) oraz Burek, który wyglądał jak Lasagne.
Z rodzicami umówiliśmy się na skwerze przy przystanku kolejki terenowej na stacji Kabataş. Stąd mieliśmy tylko kawałek do pałacu
Dolmabahçe (wstęp płatny 2000TL ~ 160PLN). Oni jakoś specjalnie nie chcieli wchodzić do środka ale byli zadowoleni, bo dostali ze względu na ojca bilet dla inwalidy i weszli za darmo.
Pałac jest na pewno wart czasu i pieniędzy, które się płaci żeby to wszystko zobaczyć. Nie do pojęcia jest w jakim przepychu żyli ostatni Sułtani (pałac został oddany do użytku w takim kształcie jak jest teraz w XVIIIw.). Oczywiście był przebudowywany, ale jest tu zupełnie inny klimat niż w Topkapi. Obejście całego pałacu zajęło nam 1,5h. Na tyłach jest jeszcze muzeum obrazów oraz Harem, który poszliśmy zobaczyć z ciekawości. Kobiety Sułtana niestety żyły bardziej przyziemnie niż on sam.
Tramwajem przemieściliśmy się w okolice Sultanahmet. Mieliśmy zamiar iść do pałacu Topkapi, ale była duża kolejka. Więc wypiliśmy razem z rodzicami kawę (tu jest ona dużo droższa niż koło Taksim, bo kosztuje ok. 280-320TL, choć ja znalazłem na wynos za 190TL ~ 15PLN) i się rozdzieliliśmy. My poszliśmy do Błękitnego Meczetu a oni na Wielki Bazar. Po zwiedzeniu meczetu poszliśmy zobaczyć czy kolejka do pałacu zmalała, bo była już pora obiadowa. Okazało się że prawie nikogo już nie było, więc zapłaciliśmy za bilet 2750TL ~ 220 PLN i zagłębiliśmy się w zakamarki najstarszego pałacu Sułtana z XVw. Ja już tutaj byłem w 2019r. tylko wtedy bilet kosztował 60TL. Ostatnio czytałem książkę John'a Freely pt. "Prywatne Życie Sułtanów". Warto ją przeczytać przed przyjściem tutaj, dużo rzeczy rozjaśnia.
Po zwiedzaniu wróciliśmy na plac Taksim i obiad zjedliśmy w sieciówce Pehlivan. Fajne miejsce bo jest w formie bufetu, więc można spróbować wielu lokalnych rzeczy, za każdą potrawę płaci się mniej więcej 250-300TL ~ 20-24 PLN. Po obiedzie 2h reset w hotelu, do którego dotarliśmy tym razem prawidłową ulicą. A na wieczorny spacer wyszliśmy dopiero ok. 19 akurat jak tłumy szły na mecz Besiktasu, który ma swój stadion ok. 500m od naszego hotelu.
Spacerem doszliśmy aż do Karaköy gdzie wstąpiliśmy na herbatę i ciastko do sieciówki MADO. Dziś wieczór był wyraźnie zimniejszy niż wczoraj. Dlatego zmęczeni przeszliśmy jeszcze tylko przez most Galata na drugą stronę, obeszliśmy meczet Yeni Camii dookoła i tramwajem wróciliśmy przed 22 do hotelu.