TEMPERATURA: 19°C
POGODA: świeci słońce
W centrum wysiedliśmy z metra koło Deák Ferenc tér. Wcześniej upatrzyłem fajną knajpę na obiad o ironicznej nazwie Mama Goulash, w niedalekiej odległości spacerem od tegoż placu. Po dotarciu na miejsce okazało się że inni też doceniają to jedzenie i niższe ceny, ale udało nam się usiąść na dworze. Obsługa była błyskawiczna, bo jedzenie dostaliśmy po kilku minutach.
Piwko, dobry obiad. Fajnie zaczęliśmy dłuuugą majówkę :) Spacerek do stacji metra Opera i dalej już do hotelu Ibis. Tu podkreślę ładne zachowanie zarządzającego, mieliśmy opłaconą rezerwację na 2 noce, ale przez to że Wizz Air nam namieszał w planach uciekła nam 1 noc. Ibis nam zwrócił środki, mimo iż to była rezerwacja bezzwrotna. Warto czasem mieć ten status w sieci Accor :)
Pokój dostaliśmy fajny, duży, z ekspresem. Co w czerwonym Ibisie raczej się nie zdarza. Zostawiliśmy swoje rzeczy i wymyśliliśmy że pojedziemy na zachód słońca w najlepsze możliwe miejsce w stolicy, czyli na Wzgórze Gellerta. Ale ponieważ było jeszcze trochę czasu autobusem zahaczyliśmy o dworzec Keleti. Kiedyś w czasach komuny moja babcia tu handlowała :)
Na drugi brzeg Dunaju dostaliśmy się zieloną linią metra. Pierwszy raz już przed wejściem do stacji była kontrola. No szok. Pod twierdzę wjeżdża minibus nr 27, więc i my tak tam się dostaliśmy. Wzgórze od mojej ostatniej wizyty w tym miejscu (czyli ponad 15 lat temu) mocno się zmieniło. Jest nowy gmach muzeum, sam cypel też został przebudowany. Teraz ładnie zagospodarowano. Na murach w oczekiwaniu na zachód była masa ludzi, ciężko było zrobić jakieś fajne zdjęcie.
Ze wzgórza do centrum poszliśmy spacerkiem, bo to raptem 2km. Kierowaliśmy się na stację metra M1 Vörösmarty tér, skąd wróciliśmy do hotelu.